Nic już nie będzie tak samo – część 3
– Dalej się szlajasz bez celu? – A no… – Pablop spojrzał na Nerona. – Co tam w menu? – To co zawsze – mężczyzna wzruszył ramionami. – Może być. Wyjął z kieszeni portfel. Zważył go na dłoni, nie kryjąc przy tym grymasu – z każdym dniem coraz lżejszy i chudszy. Neron widząc to pokręcił tylko głową z politowaniem. – Dzisiaj na koszt firmy, niech będzie moja strata – powiedział. – Daj spokój, nie jest aż tak źle – wytrzepał na blat kilka monet. – Właśnie widzę, ale jak tam wolisz. Przy okazji, jeśli szukasz pracy… – Już ci mówiłem, że to nie dla mnie – uniósł dłoń, dając znak, że ucina temat. – Tak tak, jasne… Twój portfel, twoje życie, twoja sprawa. Pablop uśmiechnął się w odpowiedzi i usiadł na wolnym stołku. Łokciami oparł się o blat baru, po czym ciężko westchnął. Tak naprawdę znalazł kilka nieźle płatnych fuch, ale nie chciał się żadnej podejmować. Po redakcji jakoś nie widział siebie w żadnym „normalnym”, nudnym zawodzie. Potrzebował wrażeń, przygód, a nie nudnego biura i ustalonych godzin pracy. – Ten Alex to nieźle wszystkich w konia zrobił – Neron podsunął talerz z jajecznicą – Żeby tak wyjechać, i nawet ani słowem… – Wariat, po prostu. Niczego innego nie było można się po nim spodziewać – zatrzymał widelec w połowie ruchu – Chociaż nie, poprawka. Po nim wszystkiego można się spodziewać. – Ważne, że się znalazł. Gdzie on w zasadzie wybył? – W świat, nie sprecyzował. Pogoń za marzeniami i takie tam… – No cóż, najważniejsze, że się znalazł. Dobra, jedz sobie, ja wracam do roboty. Pablop w odpowiedzi kiwnął tylko głową. W kontekście ostatnich kilku dni takie zniknięcie mogło się wydawać dziwne, ale akurat w przypadku Alexa wszystko co dziwne jest normalne. Przynajmiej całość historii ułożyła się w coś sensownego. W redakcji doszło do wycieku gazu – efekt oszczędzania pieniędzy i łatania wycieków taśmą klejącą oraz plasteliną. Prędzej czy później musiało się to stać, i całe szczęście, że nie w godzinach pracy. Śledztwo zakończyło się szybko, bo i powód był oczywisty. Alex już na samym początku odgrażał się, że sam zbada co się stało. Ostatecznie nie znalazł jednak nic poza tajemniczą szkatułką, z którą udał się do ślusarza. Okazało się, że w środku był tylko stary tekst rewolucyjny i jakiś zegarek. Alex wziął sobie zegarek, a resztę z roztrzepania zostawił u staruszka. Wrócił do domu, spakował się, i wyjechał. Oczywiście, zamiast zadzwonić do kogoś, to po prostu napisał list i zostawił go na stole w swoim mieszkaniu. To co działo się później, to jedno wielkie nieporozumienie. Ślusarz do którego udał się Alex, miał nie do końca dobrze z głową. Gdy dotarły do niego pogłoski o zaginięciu redaktora, ubzdurał sobie jakiś magiczny portal i śledzących go ludzi. Z tym wszystkim poszedł do Pablopa, który mu nie uwierzył. Staruszek wrócił do swojego zakładu, po czym się powiesił. Później okazało się, że w jego krwi znaleziono ponoć jakieś substancje psychoaktywne pochodzące z leków które zażywał. Oczywiście Pablop o tym jeszcze nie wiedział, dlatego wszystko wydało mu się podejrzane. Kierowany przeczuciem udał się do redakcji z tajemniczą szkatułką. Nim jednak tam dotarł, spotkał Genzo, który odnalazł list Alexa. A skoro tajemnica zniknięcia się wyjaśniła, to poszli wychylić kilka głębszych, i film się urwał. Gdy obudził się rano z potwornym kacem, pamiętał jakieś niestworzone rzeczy. Biały pokój, postać bez żadnych cech, pojawiające się znikąd papierosy, film ze zniknięciem Alexa. Zastanawiał się, czy aby na pewno skończyli imprezowanie na alkoholu, bo wszystko wydawało się tak prawdziwe, że na początku nawet w to wierzył. Dopiero później, gdy ból głowy przemijał, wróciło mu trzeźwe myślenie. Po prostu nawalił się do nieprzytomności i miał zwidy. W dodatku wyraźnie pamiętał, że łykał jakąś kapsułkę. Na wszelki wypadek próbował się jeszcze dopytać Genzo co się działo, ale ten miał w pamięci po prostu wielką, czarną dziurę. Tak naprawdę, jedyną nierozwiązaną zagadką były pieniądze, które Domin rzekomo trzymał w redakcji, a po których nie znaleziono śladu. Sam fakt tego, że naczelny chował forsę, nie dziwił nikogo. Paool z pewnością dobrze opłacał redakcję, mimo to wypłaty były skromne, a samo biuro się sypało. Środki musiały przechodzić przez ręce naczelnego i gdzieś trafiać. To chyba jednak pozostanie tajemnicą. Paool odcina się od wszystkiego, bo on tylko płacił, a reszta to sprawy redakcji. Domin z kolei podupadł psychicznie, i pewnie gdyby gazetka była wciąż wydawana, to wkrótce pojawiłby się raport z przyjęcia kolejnego pacjenta na oddział psychiatryczny. A kasy jak nie było, tak nie ma. Pablop dojadł ostatnie kęsy jajecznicy, zostawił kasę na blacie i machnął dłonią do Nerona krzątającego się przy kuflach – To ja się zbieram, dzięki za jedzenie. W zamyśleniu nie zauważył nawet wątłej postaci siedzącej w kącie tawerny. Za to ona bacznie go obserwowała. Gdy skończył, rzuciła na blat kilka srebrników i podążyła w ślad za redaktorem. *** Ciche pukanie rozeszło się po biurze. Ionn podniósł wzrok na drzwi i odłożył okulary na bok. – Wejść – rzucił krótko, nieco zmęczonym głosem. – Panie komendancie… – w drzwiach stanął młody mężczyzna ubrany w policyjny mundur. Ionn westchnął ciężko i przetarł oczy. – Nie mów, że znów to samo. – Niestety – mężczyzna podszedł do biurka i położył na nim teczkę z dokumentami. – Odłóż mi to tam – wskazał na jedną z półek – Nie będę tego przeglądał, streść po prostu. – Wygląda na to, że to ciąg dalszy ostatniej serii. Denat nie miał żadnych zaburzeń psychicznych, żadnych długów czy innych motywów. Po prostu skoczył. – Ku**a – Ionn uderzył pięścią w stół – Co się ostatnio dzieje w tym mieście?! Czy wszystkich popi******ło? – Może… może powinniśmy dać to do mediów, zanim samo wypłynie? – I powiedzieć, że po mieście być może grasuje seryjny zabójca, który swoje ofiary wybiera losowo? – komendant potarł skronie i odetchnął głęboko. – Musi być jakiś związek między ofiarami, wspólny mianownik. Jakaś sekta, cokolwiek. – Staramy się to ustalić, ale wie pan jak jest… – Ta… informujcie mnie na bieżąco. Mężczyzna skinął głową i opuścił biuro, zostawiając komedanta ze swoimi myślami. Ionn odchylił się lekko na fotelu i przymknął oczy. Wiele miał spraw w swojej karierze, ale jeszcze żadna nie była tak dziwna. Żadnych dowodów na udział osób trzecich, ale ciężko uwierzyć w przypadek, jeśli dochodzi do pięciu samobójstw w ciągu jednego miesiąca. „Tu coś musi być… potrzebuję kogoś z zewnątrz” – pomyślał, po czym chwycił telefon. Po chwili usłyszał znajomy głos po drugiej stronie. – Pablop? Cześć, słuchaj… Co? Jaki mandat? Niee, mam sprawę, ale nie na telefon. Wpadłbyś do mnie? O, to fajnie, mi pasuje. Do jutra. Zaraz, czekaj! Jaki mand… Ahh, rozłączył się. *** – Co jest… gdzie ja… Białe pomieszczenie, mocne światło, krzesło, stolik. – Witam ponownie. – Kur***… to znowu ty?! Czego ode mnie chcesz?! Postać siedziała przed nim, jakby była tu od początku, choć wiedział, że jeszcze przed chwilą był sam. To się znów działo. – Otrzymał pan dzisiaj telefon od komendanta policji. – Ja pie***le… I co ku**a w związku z tym? – Komendant poprosi pana o pewną przysługę. Powinien się pan zgodzić. – Znów się nawaliłem? – Wciąż pan nie wierzy? – A jak myślisz? Czemu ja w ogóle z tobą rozmawiam, przecież nie istniejesz. – Ma pan rację, to tylko sen. Rozległo się głośne, ogłuszające brzęczenie. Nieprzyjemny, świdrujący dźwięk nie tylko wwiercał mu się w uszy, ale przenikał całe ciało. – Kur***… – krótki zamach, głośne uderzenie o ścianę – …mać! Pablop usiadł na łóżku i spojrzał na teraz już całkiem cichy i zniszczony budzik. Wskazówki zatrzymały się dokładnie na godzinie siódmej trzydzieści. Trzeba było się powoli zbierać. Wstał i podszedł do lustra. – Wariujesz, prawda? Po prostu wariujesz, nic więcej. Wszystko da się logicznie wytłumaczyć – powiedział sam do siebie i obmył twarz zimną wodą. To było jasne, że Ionn poprosi go o coś, inaczej by nie dzwonił. Postać nie powiedziała niczego, czego sam by nie wiedział. To był tylko sen i jego podświadomość. Pewnie przy poprzednim razie było tak samo. Trochę faktów zmieszanych z filmową fabułą. Uśmiechnął się, zadowolony tym wyjaśnieniem. Wziął szybki prysznic, zarzucił wyjściowe ciuchy i opuścił mieszkanie. Nie uszedł daleko, gdy podszedł do niego zakapturzony mężczyzna, wciągając go w zaułek ulicy. Zdezorientowany nawet nie próbował się bronić. -Tylko nie wrzeszcz, jak panienka – usłyszał znajomy głos. -Domin! Cholera, przecież mogłeś po prostu zadzwonić! Co Ty człowieku wyprawiasz? -Nie drzyj się tak, nie chcemy przecież, żeby i nam się stało coś podobnego do historii Alexa, no nie? -Przecież Alex się znalazł. Ten kretyn zawsze chodził swoimi ścieżkami. -I Ty w to wierzysz? -Noooooo… – Pablop urwał, sam już nie był pewien. -No to skoro już to sobie wyjaśniliśmy, to idziesz do Ionna i dowiedz się wszystkiego. Poczekam na Ciebie u siebie. Musimy pogadać. -A skąd Ty wiesz… -Nieważne, idź już! Skonsternowany Pablop ruszył w stronę komisariatu. *** – Panie komendancie? Przyszedł redaktor Pablop. – Ex-redaktor – dało się słyszeć gdzieś z korytarza. – Wpuścić – powiedział Ionn i odłożył przeglądane dokumenty. Pablop wszedł do biura spokojnym krokiem, odwiesił kapelusz na wieszak, po czym rozsiadł się na krześle. – No to jestem. Co to za sprawa? – Jak zwykle od razu do rzeczy, co? Chciałem zaproponować koniak, ale jak wolisz… – Miły Ionn? To musi być coś poważnego. Komendant uśmiechnął się i pchnął jedną z teczek w jego kierunku. – Sam oceń. Naleję. Ionn wyjął z szuflady dwie szklanki i butelkę Burbonu. Pablop w tym czasie przeglądał dokumenty. Na jego twarzy wymalowywało się coraz większe zaintrygowanie. – To wszystko serio w ciągu miesiąca? Pięciu skoczków? Ionn nie odpowiedział, tylko podsunął szklankę z alkoholem. – Może wisieli komuś kasę? – Nic nam o tym nie wiadomo. – Choroba psychiczna? – Nie stwierdzono. – Sekta? Ionn upił łyk i spojrzał poważnie na Pablopa. – Problem w tym, że nie ma żadnego powiązania. Były redaktor pokiwał głową. – No to mamy dwie opcje… Przypadek, albo ktoś im pomógł. Czemu o tym jeszcze nie jest głośno? – Chciałbym uniknąć niepotrzebnej paniki i szczucia na siebie ludzi. Wiesz jak to jest, zaraz każdy każdego będzie podejrzewał. Zresztą, potencjalny morderca mógłby zrobić się jeszcze bardziej ostrożny. – Czyli liczysz, że popełni błąd? – Nie. Liczę, że to jednak przypadek, i że już więcej się nie powtórzy. Ale sam widzisz, jak to wygląda. – Dobra, ale chyba nie wezwałeś mnie tutaj, żeby mi to pokazać? – Chcę, żeby ktoś spojrzał na to świeżym okiem. Ty, jako dziennikarz, możesz dostrzec coś, co nam umyka. – Czyli prosisz mnie o pomoc? – Hm… nazywaj to sobie jak chcesz. *** Zasłony były opuszczone, przez co w pomieszczeniu panował mrok. Jedynym źródłem światła była świeczka stojąca pośrodku zakurzonego stolika. Wokół niego, na niskich taboretach, siedziały trzy osoby. Jedna z nich skrywała twarz pod głębokim kapturem. Drugą był Pablop. Trzecia natomiast westchnęła ciężko i popatrzyła z politowaniem na obu mężczyzn. – Domin, czy Ty musisz odstawiać taki teatrzyk? – zapytała wskazując na świeczkę i ogólnie wodząc wzrokiem po pokoju. – No on to ma nierówno pod sufitem od zawsze – skwitował Pablop. – My się chyba nie znamy. – No właśnie miałem Ci przedstawić Kicię – skrzywił się Domin – I co jest nie tak w tym wystroju? Przecież jest idealne. Nadaje klimatu, wprowadza aurę… – Domiiin… – westchnęła Kicia. – Dobra, i tak nie zrozumiecie… – Cześć… Kicia. – powiedział Pablop. – Dobra, ja jestem zapracowanym człowiekiem. Bardzo zapracowanym. Streścisz mi to jakoś? – No dooooobrze baaaaardzo zapracowany człowieku. Dostałeś zlecenie od komendanta policji. Swoją drogą mandat mogłeś sobie zostawić, nie budziłby podejrzeń. – Jakich podejrzeń i o czym Wy w ogóle gadacie? – nie wytrzymał Pablop. – Domin, weźże odsłoń choć trochę te kotary i wytłumacz, gamoniowi, w co się wpakował. Zakapturzona postać zerwała się z miejsca i rozłożyła ręce. – Pablopie! Czy jesteś gotów, aby… – Domin… – dało się słyszeć plaśnięcie dłonią w czoło. – No co? – Mam sama wyjaśnić? – Dobra, dobra… eh. – Domin usiadł i zdjął kaptur. – Więc tak…Wiesz zapewne co się stało z Alexem i jak to wyglądało. Potem może uda się go namierzyć, ale teraz musimy się skupić na wykonaniu zadania, które poniekąd dał … Czytaj dalej Nic już nie będzie tak samo – część 3
Skopiuj adres i wklej go w swoim WordPressie, aby osadzić
Skopiuj i wklej kod na swoją witrynę, aby osadzić element