Wiadomość
Rozdział 5 cz. 3
– No pospiesz się! Co się tak snujesz? – zawołała Marzena – Nie mamy całego dnia.
– Sara węsząc jakąś formę zabawy zaczęła biegać wokół obojga merdając ogonem. Mariusz
momentalnie otrząsnął się z zamyślenia i przyspieszył kroku. Spojrzał na telefon, nawigacja
pokazywała ok. 300 metrów do celu. Wygasił więc wyświetlacz i schował telefon do kieszeni. Po
dotarciu na miejsce oboje spojrzeli w kierunku ostatniego wieżowca, pod którym się zatrzymali.
– I co teraz robimy? – zapytał Mariusz nie opuszczając wzroku.
– Jak to co? – odpowiedziała bez zastanowienia Marzena – Jak zawsze, improwizujemy!
– Tu już nie ma miejsca na improwizację, tu trzeba mieć jakiś plan działania – niemal krzyknął
poirytowany programista.
– I to jest właśnie nasz plan – powiedziała zadowolona z siebie Marzena – Może rzuć okiem na
nazwiska na domofonie, może któreś będzie Ci znajome?
– Mariusz złapał się za głowę.
– A skąd pomysł, że będę kogoś tu znał?
– Przecież kiedyś wspominałeś, że pochodzisz z tego osiedla.
– A zdajesz sobie sprawę, że na tym osiedlu mieszka ponad dwadzieścia tysięcy osób? Poza
tym mieszkałem w zupełnie innej części osiedla.
Marzena nie odpowiedziała już, ale posłała zachęcające spojrzenie. Programista niechętnie,
ale uległ i podszedł do panelu wbudowanego w ścianę. Ku jego zaskoczeniu wiele pól, gdzie
powinny być nazwiska było puste.
– Mam złą wiadomość, to chyba koniec naszych poszukiwań – powiedział po chwili Mariusz.
– Efekt uboczny RODO – podsumowała Marzena – usuwają wszelkie informacje skąd się da.
– Mariusz przykucnął koło Sary i pogłaskał psa za uchem.
– To chyba koniec naszego spaceru.
– Marzena nie zamierzała się jednak poddać i zaczęła rozglądać się za kimkolwiek, kogo by
można było się co cokolwiek rozpytać. Po chwili zauważyła młodego mężczyznę idącego w ich
stronę. Założyła na twarz najbardziej uroczy uśmiech, jaki miała i machając rękami zawołała
nieznajomego:
– Przepraszaaaaaam!!!! Mogę na słówko?
– Mariusz i nieznajomy spojrzeli na nią ze zdziwieniem.
– Szukamy znajomego – kontynuowała – mieszka tu gdzieś w okolicy, ale chyba
zabłądziliśmy. Strasznie duże to osiedle.
– Nieznajomy tymczasem skierował wzrok na Mariusza.
– Mario! Kopę lat! – krzyknął niespodziewanie.
– Siema Krzychu! – odpowiedział programista nie kryjąc zdziwienia – Co tu porabiasz?
– To wy się znacie? – dobiegł ich naraz zaskoczony głos Marzeny.
– No tak, studiowaliśmy razem – odpowiedział Mariusz.
– To były czasy – Krzysiek zaśmiał się i szturchnął Mariusza w ramię – A co tu w ogóle
robicie? I kim jest Twoja nowa koleżanka?
– Marzena Jestem, pracujemy razem – powiedziała wyciągając rękę – przyszliśmy tu w
sprawie Justyny Zając. Węszymy to tu, to tam i różne wskazówki nas tu doprowadziły.
– Ale że tak na własną rękę? – spytał Krzysiek – Poza tym policja przecież wydała komunikat,
że schwytała sprawcę.
– Uważamy, że to albo blef, albo zwykła pomyłka – oznajmiła Marzena – szukamy osoby,
biegacza, który ją widział w dzień zniknięcia.
– Krzysiek spojrzał zaskoczony na oboje.
– Mamy przebieg jej ostatniego treningu na Stravie. – kontynuował Mariusz – Był tam też inny
biegacz, nick Bebok. Minęli się, myślimy, że może coś wiedzieć.
– Krzysiek zaskoczony spoglądał to na Mariusza, to na Marzenę.
– To byłem ja… – wydusił w końcu z siebie Krzysiek – Minęliśmy się. Rozmawiała z takim
Robertem, naszym wspólnym znajomym. Ale byliśmy razem na policji i złożyliśmy w tej sprawie
zeznania.
– Co to za Robert? – zapytała Marzena.
– Znamy się od niedawna z grupy biegowej. Przyjechał z Podkarpacia, czy jakoś tak. Bardzo
lubił Justynę, mocno przeżył jej zniknięcie, organizował poszukiwania gdy wyszło na jaw, że ona…
Chłopak się po prostu załamał. Zresztą za chwilę powinien tu przyjść, bo ugadaliśmy się z ekipą na
wyjście do knajpy.
– Rozumiem, że już się otrząsnął z tego załamania? – zastanawiała się Marzena.
– No cóż, miał wsparcie w ludziach z naszej grupy, to mu na pewno pomogło.
– Niemniej dla mnie to podejrzane – nie dawała za wygraną Marzena – chętnie zamienię sobie
z nim słówko.
– Siema Krzychu! – usłyszeli nagle – A z kim to sobie tak gawędzisz?
– Wszyscy obrócili się w kierunku, z którego doszedł ich głos. Mariusz kątem oka zobaczył
twarz przybysza. W tym samym momencie zobaczył twarz napastnika, który zaatakował go przed
domem.
– To TY!! – krzyknął nagle – To ty mnie zaatakowałeś przed domem! Ty to zrobiłeś!
– Mariusz z Krzyśkiem zszokowani patrzyli na Roberta. Ten spanikował i rzucił się na
Marzenę, wyjął z kieszeni nóż i chciał przyłożyć go do jej gardła.
– Niech nikt się nie rusza, bo… – nie zdążył dokończyć, Sara niespodziewanie podbiegła i
złapała w zęby dłoń z nożem. Robert krzyknął przeraźliwie.
– Marzena Tymczasem wyrwała się ze słabego już chwytu i obracając się kopnęła agresora w
krocze.
– Policja, połóż się na ziemię! – nagle dobiegły ich okrzyki.
– Wszyscy obrócili się w kierunku nadbiegającego w towarzystwie innego mundurowego
komisarza Karasia.
– Niech ktoś zabierze tego kundla! – Krzyczał Robert próbując wyrwać zakrwawioną dłoń ze
stalowego uścisku szczęk Sary.
– Sara! Zostaw! Puść! – rozkazał Mariusz.
– Napastnik zwinął się w pozycję embrionalną jęcząc z bólu.
– Co Pan tu robi komisarzu? – zapytał programista.
– Nie jest Pan zbyt bystry, Panie Ziółko – odpowiedział komisarz – od wyjścia ze szpitala ma
pan ogon. Zresztą, Pana przyjaciółka nam pomagała i informowała na bieżąco o wszystkim.
– Marzena złapała opuszkami palców kanty spodni i wykonała delikatny ukłon. Komisarz tymczasem kiwnął do mundurowego, by ten skuł napastnika, sam jednocześnie wezwał telefonicznie
pogotowie.
– Cały ten czas oni byli w pobliżu? – zapytał zaskoczony programista.
– Zrobiła się niebezpieczna gra, pomyślałam, że przyda się w razie czego małe wsparcie.
– Niech nikt się nie rozchodzi – zawołał komisarz – będę musiał jeszcze wszystkich
przesłuchać na okoliczność zaistniałych wydarzeń.
– Mariusz siedział na ławce na Placu Wojciecha Kilara, łapiąc promienie słońca.
– Na pewno nie dasz się nakusić na dalszą współpracę – usłyszał głos Marzeny.
– Myślę, że muszę jakiś czas odpocząć po ostatnich wydarzeniach. – odpowiedział
programista – Wakacje to najlepsza decyzja, jaką mogę teraz podjąć. A potem… – zastanowił się
chwilę – potem zobaczymy. Niczego nie wykluczam.
– Pamiętaj, Boss chętnie przyjmie takiego specjalistę z otwartymi rękami. A jak nasza
milusińska? – zapytała po chwili – Nie sprawia już problemów po nocach?
– Póki co cisza – Mariusz odpowiedział z lekką ulgą. Dłuższą chwilę oboje patrzeli się na
siebie bez słowa.
– To ja wracam do swoich obowiązków.
– Marzena obróciła się i skierowała w stronę czarnego biurowca. Mariusz śledził ją wzrokiem
do czasu, aż zniknęła za szklanymi drzwiami, po czym zamknął oczy i zamyślony znów skierował
twarz do słońca.
Szczerbata Furia
Zobacz również
Wiadomość – rozdział 3 część 3
10 września, 2024
Zostałem dealerem…
7 marca, 2024