Ad Astra Rozdział 2 cz. 15
– Ale dupek. – Powiedział do swoich towarzyszy jeden z siedzących przy stoliku tak, aby nikt oprócz pozostałych trzech siedzących nie usłyszał.
– Co o nim sądzicie? Będą z nim problemy?
– Niee, to wojak, lotnik. Prosty i głupi.
– Chyba nie taki głupi skoro go tu przenieśli.
– Pewnie ma jakiegoś wujka, który mu załatwił karierę.
– No nie wiem.
– Dobrze, żeby cię uspokoić to go wezmę na obserwację, a w razie, czego zasypię robotą tak, że się do końca kampanii nie odkopie.
– Giebeha od wizyty poruczników SB miał tak naprawdę w głowie jedno. Walec na umywalce. Zostawił tą pieprzoną broń na wierzchu. Nie wierzył w to, że ci, co przeszukali mu kwaterę nie znaleźli zakazanej broni. Było to niemożliwe. Nawet dla niewprawnego oka dziwny nieforemny walec niechlujnie uformowany był mocno podejrzany a co dopiero dla SB-cji. On widział ją raz w życiu dawno temu a rozpoznał od razu. Znaleźli schowany komunikator to tym bardziej broń na umywalce. Czemu go nie aresztowali? Już samo posiadanie TEJ broni skazywało go na szybkie dożywocie ciężkich robót. Dobrze chociaż że znaleźli tylko tamten komunikator, bo jakby jeszcze znaleźli ten od ruchu oporu… Dobrze, że miał go wyłączonego przy sobie ostatnimi czasy.
Wszedł do swojej kwatery i zastał wszystko tak jak było. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Od razu skierował się do łazienki, nie dbał już o to czy jest szpiegowany czy nie, nie było sensu sprawiać pozorów. Na umywalce nie było niczego, czego nie powinno być. W tym także i walca. Broń zniknęła. Zajrzał do szufladki z pudełkiem na przybory kąpielowe. Oczywiście komunikatora też nie było, ale to było raczej oczywiste. – Myśl Giebeha. Myśl. – Powtarzał sobie w myślach. Wyszedł z łazienki i zrobił drinka z dyfuzora. Usiadł na kanapie z napojem w ręku i starał się zebrać myśli.
– Są dwie opcje. – Myślał. – Albo SB-ki zgarnęli wszystko, ale doszli do wniosku że jestem ich agentem i mi dali spokój. I tu by się zgadzało, bo po przeszukaniu muszą przesłuchać klienta tylko żeby sporządzić raport i mieć w papierach czysto. – Zrobił porządny łyk ze szklanki.
– I druga opcja. Ktoś był u mnie zanim SB przeszukała mi lokum. Wiedział czego szuka i co ma zabrać. Wiedział że będzie SB i że jak to znajdą to ja leżę, jestem martwy. Ale czemu nie zabrał całej przesyłki? Czemu komunikatora nie? Nie znalazł? Niemożliwe. – Otworzył kompada i sprawdził czy były otwierane drzwi podczas jego nieobecności. Według systemu jego kwatery drzwi od jego wyjścia nie były otwierane. Nikogo nie było według systemu. Nikt nie wchodził i nie wychodził. Nic. W sumie po SB się tego spodziewał że nie zostawią śladu, ale że ten KTOŚ? – Kto to mógł być? – Myślał pociągając ze szklanki.– A może nikogo po za SB nie było? – Pierwsza opcja że SB brało go za swojego agenta bardziej mu się podobała od opcji że ktoś jeszcze, ktoś trzeci był w jego kwaterze. Pierwsza opcja otwierała dodatkowe możliwości, jakby je dobrze wykorzystać, dobrze rozegrać to może udałoby się dostać do ich bazy danych. – Rozmyślał. Przypomniała mu się myśl jaką miał po rozmowie z Urkinsem, że zasiadł do gry i nie zna graczy. Nadal nie udało mu się rozeznać z kim gra i w dodatku ta gra wymyka mu się coraz bardziej spod kontroli. Stał się kartą nie graczem. Kartą która czeka na zagranie, na odpowiedni moment. Tylko jakim był nominałem? Lewką czy bletką? Nagle rozległ się budzik. Otworzył oczy, leżał na kanapie, na podłodze leżała pusta szklanka. Spojrzał która godzina. Akurat na śniadanie, do sztabu jeszcze kawał czasu. Brak wiadomości na komunikatorze. Włączył drugi, ale też nic. – W sumie nic dziwnego. – Pomyślał.
W biurze czekała go niespodzianka. Po uruchomieniu kompada pierwsze co się wyświetliło to wiadomość o zmianie organizacji. Miał zdać wszystkie sprawy i dokumenty, nad którymi dotychczas pracował wyznaczonemu już pracownikowi a sam miał zapoznać się z nową dokumentacją, harmonogramem i dołączyć do zespołu „Planowania Taktycznego i Zasobów”. Tak też zrobił. Zamknął i skwitował podpisem wszystkie dokumenty, raporty, sprawozdania wraz z adnotacjami i notatkami wysyłając je bezpośrednio do swojego zmiennika a gdy już się uporał otrzymał dostęp do nowej dokumentacji. Po zatwierdzeniu wszystkich poziomów bezpieczeństwa ukazała mu się lista wszelkich dokumentów potrzebnych na nowym stanowisku, bieżących i historycznych. Było ich kilkakrotnie więcej niż miał do tej pory. Zapoznanie się z każdym dokumentem musiał kwitować własnym podpisem. Pobieżnie przejrzał listę.
– O żesz! Przez tydzień stąd nie wyjdę! Sapnął zrezygnowany i zniechęcony, ale widok jednego działu bardzo go ucieszył. „Nowe Technologie”. Kliknął w napis który rozwinął się w wiele podrozdziałów. „Broń”, „Jednostki”, „Systemy i Instalacje Obrony”, „ Stacje”, „Systemy Komunikacyjne”, „Analizatory Badawcze”, „ Systemy Terraformacji i podtrzymania życia”, „Systemy Wydobywcze”, „Systemy Pozyskiwania Energii” i wiele innych rozdziałów i podrozdziałów. Nowe stanowisko dawało mu dostęp do działu naukowego. Chciał aż klasnąć z radości, ale się powstrzymał. Teraz musi jak najszybciej zapoznać się z wymaganą dokumentacją, aby czynnie wejść w skład grupy, zyskać zaufanie i przychylność. Przy okazji łatwiej będzie mu uzyskiwać poparcie dla projektów Urkinsa. Szerszy zakres możliwości i bardziej elitarna jednostka sztabu. Wziął głęboki oddech i zaczął zapoznawać się z nową dokumentacją. Zaczął od historycznych planów i raportów, aby jak najbardziej być na bieżąco. W dziale głównie były taktyki i zajęte sektory z poprzednich kampanii, co było zdobyte, jakie zasoby i siły były potrzebne do osiągnięcia celu. Co było utracone i czemu, jakie błędy były popełnione itd. Itd. Głównie analiza. Z czasem przechodził do bardziej aktualnych dokumentów a dział „Nowe Technologie” zostawił sobie na koniec, na deser. Jak się później okazało nie było nawet wzmianki o chłodziwach reaktorów, oczywiście same reaktory były zmodernizowane tak jak na okręcie „Dragon’s Eye”, ale chłodziwo zostało to samo jak w poprzednich typach. Podobnie nie było nic o badaniach nad zdegenerowaną materią. Zauważył za to że model okrętu Dragon’s Eye nie tak przecież dawno nowatorskiego wszedł już do masowej produkcji. Kilka jednostek właśnie było na ukończeniu, więc Dragon’s przeszedł pomyślnie testy. Ale z budowy nie były podobne do Dragon’s. Zauważył też, że te modele są wzbogacone o „amortyzator masy” czymkolwiek to było. Kliknął w ten „amortyzator masy” i rozwinęła się długa kolumna tekstu, jakieś rysunki, plany i wykresy. Zaczął czytać, ale nie wiele udało mu się zrozumieć „naukowego bełkotu”, więc przewinął do podsumowania.
– Zwiększenie maksymalnej prędkości stałej od pięciu do siedmiu procent przy zużyciu takiej samej ilości energii jak przy zużyciu energii aby utrzymać maksymalną prędkość stałą bez zastosowania amortyzacji masy cząsteczkowej. – Przeczytał na głos kilka razy, aby zrozumieć. – No to całkiem sporo. – Przyznał. – Jednym słowem pali tyle samo a leci szybciej. – Otwierał inne działy, porównywał ulepszenia, niektóre wydawały mu się planami dalekosiężnymi inne były wprowadzane już. Siedział w biurze po kilkanaście godzin na dobę czytając, analizując i podpisując kolejne dokumenty. Dzięki temu po czterech dniach był gotowy do dołączenia do zespołu. Piątego dnia dostał zaproszenie do Sali Konferencyjnej na spotkanie.
Drzwi rozsunęły się przed nim ukazując obszerne pomieszczenie. Na środku widniał ogromny hologram aktualnej mapy sektorów mieniący się różnymi kolorami. Dalej przy ścianach dookoła mapy znajdowały się rzędy siedzeń, przy których siedzieli oficerowie grupy planowania. W większości admirałowie i generałowie. Sama śmietanka. Cała sala była zaprojektowana w formie starożytnego amfiteatru, aby każdy miał dobry widok na to, co się dzieje na środku. Giebeha wszedł do sali i przy drzwiach zasalutował. Nikt prawie mu nie odpowiedział, tylko widział, że parę osób kiwnęło głowami.
– O. Jest Pan już. Wyśmienicie. – Usłyszał głos. Jedno z przednich miejsc było podświetlone co pokazywało innym kto zabiera głos.
– Przedstawiam Państwu Pułkownika Giebehę. Od dzisiaj dołącza on do naszego zespołu. – Na sali podniósł się stłumiony pomruk wielu ściszonych głosów, ale tylko na chwilę bo przemawiający uniósł ręce. Szybko zapadła cisza.
– Panie Pułkowniku, zapraszamy. Adiutant wskaże pańskie miejsce. – Gdzieś z boku wyłonił się człowiek, wcześniej nie widoczny, podszedł do Giebehy, szybko zasalutował i gestem pokazał aby podążyć za nim. Przeszli wzdłuż ściany i doszli do drugiego rzędu siedzeń. Adiutant doszedł do któregoś miejsca z kolei i dotknął ręką panelu. Na panelu zaświeciło się kilka lampek, siedzisko wysunęło się spod niego i rozwinęło w fotel. Adiutant wskazał miejsce, po czym zasalutował i odszedł. Giebeha usiadł na miejscu i aktywował panel odciskiem ręki. Przed nim na samym brzegu panelu zajarzył się napis PŁK GIEBEHA tak aby inni go widzieli.
Smocze sakiewki
Zobacz również
Ad Astra Rozdział 2 część 10
27 kwietnia, 2025
Ad Astra Rozdział 2 część 5
6 lutego, 2024