Więzy krwi cz. 9
Kucała w komnacie z wielkim łożem z baldachimem tuż za potężną szafą. Jej oczy dość szybko przyzwyczaiły się do mroku. Przy łożu stała młodo wyglądająca kobieta o bardzo smukłej twarzy, widziała stąd jej oczy o pionowych wąskich źrenicach. Jej cera zdawała się mienić różnymi kolorami, chociaż nie zdało jej się to prawdą – może to taki efekt dawały przyciemnione światła. Na łożu leżała jej matka. Drobne ciałko z godziny na godzinę stawało się coraz bardziej wysuszone. Widziała, jak rysy twarzy jej matki zmieniają się pod wpływem podawanych lekarstw z grymasu bólu w spokój. Choroba nie odpuszczała i niestety wygrywała.
– Dasz radę ją uratować? – odezwał się z kąta po przeciwległej stronie mężczyzna. Lana poznała go od razu, choć w pierwszej chwili nie zauważyła. Nic dziwnego, jej ojciec był zarówno władcą, jak i mistrzem kamuflażu. Potrafił, jak miał ochotę pozostać niezauważonym, choć jego potężna sylwetka o szarych, głębokich oczach i ciemnoblond włosach budziła respekt w poddanych.
– Alkos, znamy się od dziecka i dobrze wiesz, że ona sama mogłaby się wyleczyć, tylko tego nie chce.
– Wiem, wiem. – westchnął. Lana miała wrażenie, że otarł łzę, choć nie była pewna, czy jej się nie przywidziało. Jej ojciec pozostawał ukryty i nie podchodził bliżej.
Tymczasem oddech jej matki uspokoił się, a rysy przestały falować
– Witaj wśród przytomnych, Elish – rzekła kobieta – niewiele więcej mogę ci zaoferować.
– Co będzie, to ma być. – odrzekła ochrypłym głosem Elish – Przyszedł mój czas i nie będziemy go sztucznie przedłużać.
– Ale przecież można! – Alkos podszedł pewnym krokiem do łoża – Przecież można. – powtórzył cicho zamykając dłoń Elish w jego dłoniach.
– Nie można. Przeżyłam już dużo, pozostałam jedyną z piątki swojego rodzeństwa. Mogłam nie zostać uratowana jako dziecko i spotkałoby mnie to samo, co matkę, tam w jaskini. Jednak los chciał inaczej i dał nam wiele wspólnych chwil, dwie córki i nadzieję na przyszłość dla nas wszystkich. Nie wydaje ci się, że już dość osiągnęłam? – Elish potrafiła uśmiechać się rozbrajająco i właśnie użyła tego czaru na mężu. Alkos był od niej młodszy i nigdy nie potrafił się oprzeć jej urokowi. Ona była jego jedyną słabością. Potężny i nieustraszony wojownik stał teraz bezradnie ściskając dłoń swojej żony. Wydawał się zmęczony i stary, jednak nie chcąc pokazywać bólu, nienaturalnie się wyprężał i tłumił emocje.
– Alkos, przysięgnij mi, że podtrzymasz, to co z takim trudem wypracowaliśmy. Nie po to złożyłam ofiarę ze swojej smoczej postaci, żeby teraz wszystko się zawaliło. – powiedziała Elish próbując usiąść. Pomógł jej w tym niepewnie potakując.
– To jest przysięga, więc wykrzesaj z siebie choć słowo – rzekła wzdychając.
– Tak Pani, obiecuję – odpowiedział poważnie Alkos padając przed nią na kolana.
Elish zachichotała, gestem nakazała mu wstać i przyciągnęła do siebie, żeby pocałować.
– Taki wielki i silny, a taki kruchy – rzekła z czułością. Odsunęła się od męża i spojrzała na kobietę stojącą dalej przy jej łożu. Wysunęła się mozolnie spod przykrycia i chwiejnie stanęła przed nią.
– A ty mam nadzieję, że pamiętasz, co mi obiecałaś w dniu przymierza, przyjaciółko? – spojrzała na wieszczkę wyczekująco.
– Kiedy przyjdzie czas, znajdziesz we mnie ukojenie, a twoje poświęcenie nie będzie bolesne. – odpowiedziała wieszczka z zamkniętymi oczyma.
Elish spokojnie skinęła głową, objęła przyjaciółkę i wyszeptała:
– Już czas.
– Moira, nieee! – wrzasnął Alkos, jednak niewidzialna ściana i oczy o pionowych źrenicach zatrzymały go w bezruchu. Lana również chciała się zerwać, ale nie mogła. Rysy wieszczki zmieniły się w oka mgnieniu w pysk węża, a jego długie kły zanurzyły się w szyi obejmującej ją Elish. Wieszczka delikatnie odsunęła się od Elish. Ciało królowej zaczęło falować i to trwało w ludzkiej postaci, to przybierało postać karmazynowego smoka. Oddychała miarowo przez chwilę by otworzyć fioletowe oczy. Delikatnym skinieniem pyska pożegnała się ze znajdującymi się w komnacie ludźmi, żeby zamknąć oczy i rozsypać się pyłem na podłodze. Nie wiadomo skąd, nad kupką pyłu powstało małe tornado, które zabierając ze sobą pozostałości królowej wypadło przez okno. Wszystko trwało ułamek sekundy i zapadła grobowa cisza.
Moira już w ludzkiej postaci podeszła do Alkosa, który opadł na kolana, spuszczając głowę. Dotknęła jego ramienia i kojącym głosem powiedziała:
– Nie dałabym rady już dłużej utrzymać jej bólu w ryzach. Ona była tego świadoma. To była moja część przysięgi, z której musiałam i chciałam się wywiązać. W ten sposób odeszła po swojemu. Alkos, musisz zająć się córkami i królestwem. Teraz tylko ty masz władzę nad naszym światem. Magia nie odeszła, ale przycichła. Ludzie nie mogą się o niej dowiedzieć. Elfi król zajmie się pochówkiem królowej.
Umilkła widząc trzęsące się ramiona władcy i odwróciła wzrok, bo w jej oczach również zatańczyły zdradliwe kropelki.
– Muszę ci podziękować i zrobię to, ale nie dzisiaj. Zostaw mnie proszę samą – wyszeptał Alkos.
Moira jeszcze raz uścisnęła ramię władcy i odwróciła się w stronę drzwi. Wychodząc spojrzała w kierunku ukrywającej się za szafą Lany i ze skutkiem mruknęła do niej okiem. Lanie świat rozmył się przed oczyma. Siedziała na krzesełku na ganku wieszczki, a kawa z upuszczonej filiżanki rozlała się pod jej stopami.
***
– Byłaś tam, Moira… – wyszeptała ciężko dysząc Lana – Byłaś przy jej śmierci. Ty ją…
Zaczęła szlochać nie mogąc dokończyć zdania
– Tak, Lano. – odparła spokojnie wieszczka – To był moja część dorzucona do przymierza. W dniu jej zawarcia twoja matka wymogła na mnie przyrzeczenie, że jak będzie źle, pomogę jej ile się da w uśmierzeniu bólu. A gdy już nadejdzie ten czas, nie pozwolę jej konać w męczarniach.
– Mnie ojciec wysłał do komplikującego się porodu. Lucy nawet nie wiem, ale zapewne pobierała kolejne lekcje, jak to być dobrym władcą. – wyszlochała Lana
– Alkos jest bardzo mądrym i ojcem i władcą. Czuł, co się wydarzy, ale nie chciał tego zaakceptować.
To mówiąc wstała i wyciągnęła do Lany rękę, Poprowadziła ją delikatnie do wnętrza chatki i wskazała niewielkie łóżko.
– Połóż się, bo nie wyglądasz najlepiej. Kolejny test zdany, więc spodziewam się, że ciężkie chwile przed tobą. Żeby zrozumieć, potrzeba siły, żeby działać, potrzeba choć chwili wytchnienia.
Lana spojrzała na Moirę nic nie rozumiejącym wzrokiem, chciała zaprotestować, ale oddech ją zdradził, a nogi same się uginały. Chciała jak najszybciej polecieć do ojca, ale świat chwiał się niebezpiecznie przed jej oczami.
– Wypij to. – Moira wcisnęła jej do ręki szklankę ze znajomo pachnącą miksturą, umysł Lany był jednak tak zamglony, że nie potrafił rozpoznać jej przeznaczenia.
– Pij! – ponagliła wieszczka.
Lana usiadła na łóżku i posłusznie wypiła podany jej wywar. W oka mgnieniu zapadła w sen.
Autor: kiciakamyk
Ad Astra Rozdział 2 cz. 15
Zobacz również
Poranny spacer
22 listopada, 2023
Przebudzenie – Więzy krwi cz. 3
6 czerwca, 2023