Więzy krwi cz. 10

Falon z drapieżnym apetytem pożerał podaną mu porcję mięsiwa.
– Matko, jak ja dawno tak się nie czułem! Latanie jest piękne, a bieg na czterech łapach jeszcze lepszy. Jedyne czego na razie nie mogę opanować, to apetyt. – zerknął przepraszająco na towarzyszy. – Te ludzkie maniery są super, ale jak już bestia się budzi, ciężko poprzestać na jednym udku kapłona…
Blizan roześmiał się perliście.
– Żebyś wiedział! Pomyśl, że ty masz instynkty od orła i lwa, dziwna mieszanka swoją drogą. Ja jak wzejdzie księżyc, mam przeogromną chęć na krwiste łowy. – to mówiąc westchnął – Trzeba mieć sporo silnej woli, żeby nie wybić pół lasu.
Falon przytaknął z powagą.
– Samokontrola to jest niestety to czego i ludziom brakuje. Nas zobowiązano do osiągnięcia w niej perfekcji od dziecka, wy nie macie hamulców. – spojrzał z ukosa na Tarrana.
– No niestety – westchnął Tarran – ludzie uważają siebie za jedynych, którzy są godni tego padołu.
– Żyjemy razem z wami i wiemy. – parsknął Blizan
– No właśnie! Ale jak przez wieki nikt niczego nie zauważył?
Falon i Blizan wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
– Chyba można mu zaufać? – zapytał Falon
– Lana go wybrała, więc sądzę, że wiele już wie, albo przynajmniej się domyśla, choć gra idiotę.
Tarran się żachnął, na co obaj jego towarzysze parsknęli śmiechem.
– Nie martw się – rzekł Falon – skoro ona cię wybrała, to znaczy, że nie jesteś kretynem. Albo jesteś, a jesteś jej do czegoś potrzebny. Albo jedno i drugie.
– Znaczy jestem potrzebnym kretynem – stwierdził Tarran. Śmiech ich trójki rozniósł się po polanie niczym odprężająca fala. Ptaki po chwili ciszy podjęły świergot. Pomimo chłodu jeszcze zimowej aury, dało się już poczuć powolnie budzące się życie. Walka smoków na pewno zakłóciła zimowy spokój, ale wyrwane z macek odrętwienia stworzenia postanowiły jednak wykorzystać ten moment i zająć się przygotowaniami do wiosny.
– No nie obraziłeś się chyba – odparł Blizan. – Myślę, że jednak coś tam potrafisz, skoro księżniczka ma do ciebie słabość. Wyobraź sobie, ilu z nas próbowało się bezskutecznie wkraść w jej łaski.
– Księżniczka? – wybałuszył oczy Tarran
– Hehe, on nawet nie wie – parsknął Falon. – Ano księżniczka – córka króla Alkosa.
– Lana jest córką Alkosa? Tego Alkosa? Alkosa z Drakonii? – to mówiąc nagle zrozumiał – Drakonia… No tak.
– Ano właśnie tak. – potwierdzili obaj rozmówcy
– Ale ona zawsze się kręciła u nas na zamku! Dopóki się nie musiała mną zająć, to nawet nie wiedziałem, że jest medyczką.
– Lana podróżuje między naszymi granicznymi królestwami dość często. Wykorzystuje swój dar leczenia i wiedzę. Zauważ, że to nie jest daleko, zważając że oba zamki są położone nie w centrum, ale na pograniczu królestw. Ten las stanowi azyl i święte miejsce dla nas wszystkich, więc jesteśmy zobligowani go chronić.
– No tak, nasze prawo mówi, że nie wolno tu polować – Tarran spojrzał na sarenkę z rusztu. – Opowieści i zapisy mówią również o tym, że ten kto naruszy spokój tego miejsca, nie powróci do żywych. Niewielu chce się tutaj zapuszczać i niewielu to robi. Przynajmniej tak nas uczą. Zaraz, zaraz – wciągnął powietrze Tarran – skoro Lana walczyła z siostrą, to znaczy, że to była Lucy? Pierworodna córka Alkosa, która ma objąć władzę po nim?
– Właśnie tak – posmutniał Falcon. – Ja się wychowywałem razem z nimi. Było fajnie, dopóki nie dorośliśmy. Zabawa ze smokiem, który może cię zmiażdżyć nawet w ludzkiej postaci jest niebezpieczna. Szczególnie, kiedy jej się sprzeciwisz. Mam na myśli oczywiście Lucy. Moje zauroczenie nią prysło, jak próbowała wrobić mojego najlepszego kumpla w coś, co sama zrobiła. Cudem uniknął sądu przed królem. Lana go wybroniła, ale nie wiem czy król dał wiarę, że to Lucy podpaliła stodołę.
Zapadła cisza i zrobiło się jakby zimniej. Tarran owinął się w otrzymany koc, Blizan poprawił futrzany płaszcz, Falon przysunął się do ognia.
– Taaaak – westchnął Blizan – przeczuwaliśmy, że to przymierze, to tylko kwestia czasu. Za dużo wyrzeczeń od nas wszystkich.
– No ale ja dalej nie mogę zrozumieć, jak udało wam się utrzymać w tajemnicy wasze pochodzenie.
– Nie staramy się aż tak bardzo, jak ci się wydaje. – rzekł Blizan – Znasz mam nadzieję położenie królestw w naszej krainie?
– No tak. Pięć królestw otoczonych przez Góry Mętne leży w okręgu. Pośrodku leży Puszcza Hydris, w której właśnie siedzimy. Nasza ojczyzna Humaria graniczy z Drakonią, potem jest Grilionia, Elweria i Lykolis. – To mówiąc Tarran spojrzał na rozmówców i westchnął – Faktycznie się nie do końca kryjecie.
Falon zachichotał – No mówiłem, że kretyn!
– Nie zadaliśmy sobie wiele trudu, żeby ukrywać nazwy pięciu królestw Femarii. Góry Mętne i Puszcza Hydris stanowią tereny o które powinniśmy wspólnie dbać. W praktyce jednak staramy się trzymać ludzi z dala od nich. W dniu przymierza nie tylko królowa Elish postanowiła oddać część swojego dziedzictwa. Przysięga została przypieczętowana przez władców wszystkich pięciu królestw. Jednak ponieważ to smoki i ludzie ponosili największe straty i konsekwencje swoich działań, królowa Elish i wasz król Aiden dodali do niej moc swojego życia. Elish nigdy nie zamieniła się w smoka, co niedługo po tym doprowadziło do jej śmierci, bo zabiła ją ludzka choroba. Aiden natomiast zdążył stworzyć ze swoimi najbardziej zaufanymi ludźmi prawo i legendy eliminujące wszelką magię z waszego życia oraz przy pomocy naszych władców i magii narzucić czar zapomnienia na cały gatunek ludzki. Przypłacił to również życiem, ponieważ tak potężna magia wymaga wiele energii, której już nie miał za dużo. Ponieważ żyjemy nieco dłużej niż wy, żebyście nie nabrali podejrzeń, nasze rządy zmieniają się rotacyjnie.
– Dodatkowo pilnujmy się wzajemnie. Ja na przykład mieszkam w zamku króla Lykolis – dodał Falon – podczas gdy obecny tu Blizan służy królowi Elwerii.
Zaśmiał się pod nosem, po czym dodał:
– Myśleliśmy, że najzabawniej będzie tym, którym przypadnie pilnowanie Grilionii. Górzysty i nieprzebyty (w łatwy sposób) kraj stał się naszym miejscem bytu już eony temu. Pierwotnie w małych osadach i systemach jaskiń, później zaczęliśmy budować również miasta wśród gór. Ciężki teren był dla nas idealny, bo co to dla latających stworzeń, jednocześnie ukryte pomiędzy górami sawanny i lasy były cudownie ożywcze. No ale trzeba się najpierw tam dostać. Wilkom przypadł w udziale do pilnowania teren leśny elfów. Smoki pilnują ludzi, no to zostały elfy tudzież ludzie. Mędrcy elfów zmieniają się na smoczym zamku. Więc zostali nam ludzie.
To mówiąc zaśmiał się ponownie.
– Byliśmy przekonani, że takie… wybacz.. niedołężne pędraki nie dadzą rady się tam dostać, jeszcze w dodatku z brzemieniem klątwy zapominania. Okazało się jednak, że podołaliście zadaniu naprawdę nad wyraz dobrze. Aiden wynegocjował, z resztą dość logicznie, od starszyzny wszystkich stworzeń pewien wyjątek od czaru. Mianowicie strażnicy mieli zachować prawdziwe fakty i strzec ich w naszych górach. Pierwszym z nich był młodszy syn króla, Almos wraz z kilkoma magami i zakonnikami. Stworzyli oni przy naszym zamku wspaniałą bibliotekę i klasztor. Problemem stał się wasz krótszy żywot, więc na terminy do klasztoru zaczęto brać osierocone lub odrzucone dzieci. Co zapobiegało roznoszeniu wieści. Im mniej okazji do odwiedzin rodziny, tym mniejsze ryzyko.
– Słyszałem o tym! – krzyknął zafascynowany Tarran – Wielokrotnie widziałem jak do zamku zjeżdżał czcigodny ojciec Merin i wybierał po jednym chłopcu ze szkolonych przez nasze matki zakonne. Zawsze się zastanawiałem, dlaczego wybierał najbardziej wycofanych i spokojnych, a jednocześnie ciekawych świata. Dużo tam ludzi mieszka?
– Z biegiem czasu kilkudziesięciu zakonnych. Mają swój system hierarchii i dopiero w momencie, w którym są na tyle rozsądni, by nie naruszyć prawa przysięgi, są wtajemniczani w historię. Almos pośmiertnie został wielkim patronem klasztoru i biblioteki. Z resztą mnisi świetnie sobie u nas radzą, a i zyskali wielki szacunek naszej rasy, szczególnie starszyzny.
Tarran westchnął smętnie i poprawił drwa przy ogniu.
– Szkoda, że obaj synowie Aidena nie żyją. Rufus był bardzo rozsądnym władcą i żył bardzo długo. Jego syn natomiast należy niestety do zadufanych w sobie maniaków. Dostałem wyrok za zruganie go po uratowaniu jego małolata, bo bezmyślnie wziął chłopca na polowanie. Niestety król Magnus może i kiedyś był wspaniały, teraz jest coraz bardziej zaślepiony przez władzę. Jego o wiele młodsza żona, Kaira ma więcej rozsądku i mądrości.
To mówiąc znów westchnął i postawił na ogniu tygielek do zaparzania wody.
– Nie jest tak źle, ale faktycznie słyszałem, że coraz ciężej się z nim rozmawia. – powiedział Blizan – Wiesz, wszędzie są tacy. U nas rytuałem jest, że wilk pełniący funkcję przewodnika, nawet jeśli jesteśmy w ludzkiej postaci przez większość czasu, musi co jakiś czas stawiać się na pojedynek z wyzywającym go młodszym. Od czasów przymierza takich pojedynków było kilka. Bardziej rytualnych, ale też chodziło o zmianę władzy, żeby utrzymać pakt. Poprzednikiem Ledaga był jego wuj. Był już słabszy i sam prosił o wystawienie godnych przeciwników. Mój ojciec walczył wtedy jeszcze ze swoim bratem. Na szczęście te walki nie mają obecnie za zadanie zabić lub wygnać, a służą pielęgnowaniu tradycji, ale bywa, że znajdzie się delikwent, który chciałby więcej. Przez ten czas zdążyliśmy utworzyć dość ustrukturyzowany system watahowych terenów. Budując swoje domostwa, zawsze mamy wydzielony rewir w lesie. Wy pewnie uznalibyście to za prymitywne leśne chatki, nam to odpowiada, bo rozmawiamy z lasem w ten sposób. Nasz “zamek” to w zasadzie jedyny solidniejszy budynek. Uwielbiamy się przemieszczać i patrolować rewiry. Taka nasza natura, więc życie tam to swego rodzaju wyrzeczenie. Niewielu na dłuższą metę to lubi, niewielu potrafi. Mój ojciec i matka znaleźli sposób na to zmieniając się co chwilę ze sobą. Rzadko spotkasz ich razem w zamku.
– Taaaaa, – dodał Falon – czasem wyglądacie jakby pchły żarły wam zadki. Nie da się ukryć, że dworskie maniery są wam znane i przestrzegane, jednak szczególnie przed pełnią ciarki potrafią człowieka przejść, jak się was słucha. Dobrze, że macie tam nas, bo w zasadzie zostawiacie zamek bezbronny. Wróć! – krzyknął Falon – Bezbronny nie, ale w szale w pełni nieobliczalny!
Blizan w zamyśleniu poskrobał kijem po ziemi.
– Dlatego bardzo się cieszę, że mnie przypadło w udziale pilnowanie mieszkańców Elwerii. Spokój i życie w harmonii z przyrodą! A i Zaria jest wspaniałą władczynią.
To mówiąc zerknął w stronę lasu. Tarranowi od dłuższej chwili wydawało się, że są obserwowani, ale zignorował to uczucie, bo przecież wiedział, że polana jest pod ciągłym nadzorem. Poruszenie Blizana wywołało w nim jednak czujność.
Ad Astra Rozdział 2 cz. 16
Zobacz również
Wigilia w redakcji
22 grudnia, 2023
Więzy krwi cz. 8
6 maja, 2025